Kiedy to bylo, kiedy po raz ostatni mialem takie oceny jak teraz... :)
Co tu duzo mowic, nie ma sensu dluzej ukrywac, historia zatacza kolo, GPA 4.0, I'm becoming a GEEK!!!
Not really ;p
Choc fakt faktem, z akademickiej czesci mojego wyjazdu jestem wiecej niz zadowolony. Wlasnie dostalem wyniki SATa, mojej matury. 2180. Ludzie dostawali sie na Harvard z 1980 ;)
Z drugiej jednak strony, byli tez tacy, co nie dostali sie pomimo dumnych 2400 (maks.), co jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, ze oceny (a w globalnym ujeciu - kryteria obiektywne) nie sa az tak wazne, gdy w gre wchodzi przyjecie na uniwerki z najwyzszej polki. Oceny sa po prostu plotkami, ktore trzeba przeskoczyc biegnac do celu, i czy zrobi sie to 2 cm wyzej czy nizej nie ma az tak wielkiego znaczenia. A moze sie myle? 130 dni do decyzji, pozyjemy, zobaczymy.
Co slychac poza tym?
Dzis dowiedzialem sie, ze siedze w jednej klasie z przestepca. Nawet dwoma.
Robin siedzial za narkotyki, ale to akurat wielkim zaskoczeniem dla mnie nie bylo, cos o nim slyszalem juz wczesniej.
Natomiast kiedy Toby pokazal mi zamontowany na lydce drug-tester, unioslem brew. Gdy powiedzial, ze zamontowali mu go w ramach sprawy wlamania na stacje benzynowa, unioslem druga.
Przykre. Poradzilem mu, zeby zrezygnowalem z zelu na wlosach na czas dzisiejszego procesu. Moze wzbudzi nutke sympatii sedziego.
Sprawy zwiazane z pompa ssaco-tloczaca, przez niektorych okreslana mianem serca?
Zerwalem z Megan po miesiacu. Nieprzyjemna historia, ten zwiazek nie mial szansy trwac.
Otrzasnalem sie jak po zimnym prysznicu i ide dalej.
Ide, ide, i chyba w trzy dni po czarnym poniedzialku w szalenie przypadkowej sytuacji, kolezanka Ruby przemyca komentarz:
"Michael, I've been wonderin'bout you. We need to talk." O tak, bejbe, pewnie!
Chwytaj szanse, mowie sobie, a na glos: "Yeah, sure.. Lunch break?"
Nie, wcale sie nie nakrecam :D Lunch szybko skonsumowany, guma przezornie przezuta tuz po, spotykamy sie poza kafeteria.
[R] "You know, you dress very stylishly and... "
[M] kiwam glowa, unosze kacik ust w lekkim usmiechu
[R] "And you smell very good..." (haha! Amerykanki *sa* bezposrednie)
[M] drugi kacik ust idzie w gore
[R] "You're so self-confident and that kind of stuff..."
[M] spogladam jej teraz prosto w oczy
[R] "I was going to ask you..."
[M] nie wiem, ktorym mozgiem mysle w tym momencie.. mala, wydus to z siebie! :P
[R] "You know, you don't have to answer if you don't want to"
[M] chyba opanowalem chec przewrocenia oczami, "Mhm?"
[R] "Michael, are you a gay?"
.
.
.
Nie wiem, naprawde nie wiem, dlaczego nie polozylem jej wtedy reki na ramieniu i z usmieszkiem nie spytalem:
"So when can you want me to prove that I'm not?"
Ale wlosow z glowy sobie nie rwe ;p Grunt, ze zabieram ja w sobote na lyzwy i do under-21. A potem, zobaczymy... ;D
... tak, tak, mam partnerke ;) Jest MEGA :D A na imie jej... Megan!
Ale zacznijmy od poczatku. Dawno nic nie wrzucalem, a rzeczy sporo do chociaz pobieznego skomentowania; nie jestem pewien czy zdolam wymienic wszystkie.
Zacznijmy od tego, ze jakies 3 tygodnie temu przeprowadzilem sie do nowej rodziny goszczacej. Mala euforia, zmiana na duzo, duzo lepsze ;) Moj entuzjazm przez pierwsze dni byl tak duzy, ze zamierzalem poswiecic temu wydarzeniu cala notke (tytulujac ja jakos w stylu "Zamieszkalem w Bialym Domu" :D)... Ale postanowilem poczekac, nauczony, ze pierwsze wrazenie bywa mylne...
Na szczescie, w tym przypadku nie bylo, i juz trzeci tydzien tutejszy dom jest dla mnie bardziej DOMEM niz, jak poprzednio, miejscem zamieszkania (a wlasciwie: sypialnia, albowiem staralem sie jak najmniej czasu spedzac z tamta zwariowana rodzina).
W szkole, co do zmian, jestem tu ulubiencem nauczycieli. (Nie, nie nerdem) Pewien kontrast w porownaniu z PL, prawda? Przypisac to moge chyba tylko zbawiennemu wplywowi Amerykanskiego powietrza, bo nie zauwazylem wielkich zmian w moim wnetrzu. A moze nie zauwazylem ich dlatego, ze po prostu przestalem sie wpatrywac w te pustke, ktora mnie wypelnia(la)? :P
Koniec koncow, w rekomendacji na uniwerek mam wpisane: "Michael is a humble and level-headed person" ;) In your face, in your face!
A, liga soccera sie skonczyla. Miejsce zajec pozalekcyjnych w mojej agendzie zajelo teraz angazowanie sie w YMCA: Model Legislature, bardzo podobne do mlodziezowej rady miasta w Lodzi, choc bardziej na luzie i bez "partyjnopodobnych" podzialow.
Dostalem sie na to rzutem na tasme, bo osoba "odpowiedzialna" za organizacje tego w mojej szkole jest nie kto inny, jak wzor cnot nauczycielskich, Mr Byrnes (moj n-l ekonomii)!
Takze, o tym, ze bede mogl startowac w wyborach na Governora dowiedzialem sie na dobre pol godziny przed prezentacja kandydatow i wystapieniem, juz na miejscu. Zabawne, bo byc moze to wlasnie mi pomoglo (razem z fioletowym krawatem przykuwajacym wszystkie spojrzenia, hehe :D). Wyciagnawszy wnioski z "bledow przeszlosci", w mojej autoprezentacji postawilem na luz, spontanicznosc. Zadnego zdradzania sie z opcja polityczna, zadnych gornolotnych-pompatycznych terminow, retoryke polityczna tez sobie odpuscilem...
Usmiechajac sie do wyborcow, zakonczylem przemowienie slowami "Vote as you wish, but I'll be most pleased if you vote for me!".
Szczerosc podzialala , bo w pol godziny pozniej, po zliczeniu glosow z glosnikow dobyl sie glos: "... and our Youth Governor for this year... is a foreigner, he comes from Poland, and his name is Michael Brahn-savage!"
W bardzo pozytywnym nastroju wracalem sobie tego dnia do domu, z malym stopem... na dachu ciezarowki :P bo Karsyn, odwozaca mnie tego dnia, zamknela kluczyki w srodku i tym sposobem spedzilismy prawie godzinke czekajac na jej rodzicow. Mielismy na szczescie co robic, wiec o tym, ze byla to godzina, a nie kwadrans dowiedzialem sie, patrzac na cyferblat zegarka.
No dobrze, juz przechodze to (naj)ciekawszej czesci, zwiazanej "niejako" z tytulem.
Huh, ciezko to wszystko ogarnac. Zaczelo sie prawdopodobnie od... phunk me, nie wiem od czego. Moze od wspolnego lunchu w niewatpliwie romantycznej szkolnej kafeterii? :P Moze od tego, ze Jej i moje poczucie humoru "chwycily" na zasadzie kosy trafiajacej na kamien? Pozwole sobie na cytat:
[Ja/ niewyspany, siadam w lawce przed US Hist., glowe opieram o ramie, przesadnie smutna mina]
[M, udajac zatroskanie, och jak ja sie uwielbiam z nia droczyc!] "Oooh...what's wrong?"
[Ja, wypowiedz "na emo"] "You know, I was thinkin' bout the relationship opportunities here and..." <zawieszenie glosu>
[M] "You mean, the girls?"
[Ja] "No, I mean the boys! I just turned gay yesterday." <zadowolony z siebie, a jeszcze bardziej ze spontanicznego burna>
[M, riposta szybsza niz blyskawica] "Uhm, I hated to tell you, but I noticed."
[Ja] <zdebialy - wybucham smiechem - kiwam z uznaniem glowa> ;D
Faktem jest, ze bardzo milo wspominam pierwszy spacer, spedzony z nia wieczor futbolu, taniec w ramach Homecoming Party (po ktorym zostalem nazwany "dirty dancerem", hihi)
Innych faktow, ktore bardzo milo wspominam, z nia zwiazanych, oszczedze - z racji tego, ze nigdy nie wiesz, kto przeczyta Twojego bloga :)
Megan zaczela "rockowac" moj swiat w sumie niedawno, jestem pelen nadziei, ale wole sie jeszcze powstrzymac z wyciaganiem zbyt pochopnych wnioskow. Tutaj, w Stanach, BARDZO popularnym "sportem" jest dumping - kilka randek, rozbudzenie nadziei, blablablabla, zerwanie i napawanie sie widokiem cierpiacego na nieszczesliwa milosc partnera. Mean.
Takze sie nie nakrecam. I czekam, co przyszlosc przyjniesie. A w miedzyczasie, aktywnie zabiegam o pozwolenie dyrektora na organizacje Halloween Party. Bo taki bal moze byc dobra okazja na poddanie pewnych uczuc probie. Z obu stron.
Po 2 tygodniach w KHS mam wyrobione pierwsze zdanie o (nie)codziennosci, w ktorej przychodzi mi zyc w “szumnych Stanach”. W tej notatce przedstawiam moj plan dnia, o innych aspektach – otoczeniu, rodzinie, lokalnych opportunities - pozniej.
1. U.S. History – pierwszy szok – podejscie do ucznia.
Nie, nie mam na mysli o nacisku, jaki jest kladzony na systematycznosc.
Chodzi o cos zupelnie innego: kwestie doroslosci i odpowiedzialnosci za samego siebie…
Jak stwierdzil w rozmowie ze mna Nathaniel, przez ostatnie 30 lat system publicznej edukacji w USA zrobil naprawde wiele, by rozgraniczyc dwa swiaty: dzieci I doroslych. Pojecie mlodziezy, w polskich realiach fazy posredniej, tu widocznie zaniklo. Dostrzegam to na kazdym kroku: praca w klasie oparta na zasadzie tzw. guided readingu (“uzupelnianie luk” bedace w rzeczywistosci przepisywaniem ksiazki *zdanie po zdaniu*), sposob prowadzenia lekcji (“Dzieci, narysujcie komiks do podrozdzialu 3.2”), prace domowe (tzw Explorer Project, praca domowa *z historii* polegajaca na zbudowaniu modelu statku z materialow codziennego uzytku - nie nasuwa skojarzen z plastyka ze SP?) czy chocby sam sposob zwracania sie do uczniow – “dzieci”.
Jesli zapytacie mnie o osobiste odczucia: nie, nie czuje sie “zdegradowany”; moja duma na tym nie ucierpi – tlumacze to roznicami kulturowymi. Jesli zapytacie mnie o zdanie: ktos tu robi tym *dzieciom* wielka krzywde.
2. Economics – pan Byrnes jest wspanialym czlowiekiem, mozna porozmawiac z nim na chyba wszystkie tematy… wylaczajac te zwiazane z przedmiotem, ktorego naucza :P
Na poczatku, bylem lekko rozczarowany, liczylem po cichu, ze utrwale sobie przez ten rok material z olimpiady ekonomicznej, a tu guzik.
Jednak pierwsze wrazenie okazalo sie wiecej niz mylne. Po dwoch tygodniach stwierdzam, ze wybor tego “prawie-okienka” byl zbawczy ;)
Dlaczego? Otoz, dobierajac sobie przedmioty 22 wrzesnia, nie uwzglednilem dwoch istotnych szczegolow: - ograniczonosci czasu, jakim bede dysponowal- nacisku, jaki Amerykanie klada na systematycznosc … codziennie dostajemy prace domowa z *kazdego* przedmiotu (moze z pominieciem Ekonomii oraz wuefu). Polaczywszy to z faktem, ze treningi/ mecze pilki noznej koncza sie najwczesniej okolo 6-7 PM oraz moja dodatkowa nauka do SATow, bywaja dni, kiedy mam problemy z wyrobieniem sie z czasem…Tu wlasnie lekcje z panem Byrnesem okazuja sie zbawienne ;) W zaleznosci od potrzeb, odrabiam prace domowe z innych przedmiotow, doczytuje notatki, pisze eseje czy probne testy. Zdarza sie odsypiac :)
3. Elective PE – tak tak, oto rodzi sie polski 50grosz ;) Przyznam, ze poczatkowo troche balem sie “klimatu” tzw silki, tego ze futbolisci moga mi dokuczac z powodu moich poczatkowych wynikow na laweczce itp. Mimo tych obaw stwierdzilem, ze warto – przy obecnym natezeniu pracy raczej umyslowej po prostu potrzebowalem takiej czystko fizycznej odskoczni – i znalazlem ja ;) “Pozytywnie rozczarowali” mnie tutejsi pakerzy, ktorym na szczescie daleko do tzw. dresiarzy.
OK, “humor szatniany” czasami nie jest najwyzszych lotow ([Ja] “See ya bloods” [Drew] “You said blunts? (udawana powaga)” [Ja] “No, *I said* bloods” [Drew]”What? Sl*ts?! /smiech rozkoszniaczka/)...
Ale jakos mi to wcale nie przeszkadza ;)
4. Chemistry – nie ukrywam, ze glownym powodem, dla ktorego wzialem ten kurs nie jest moje zywe zainteresowanie przedmiotem, ale raczej chec udowodnienia, ze *czegos* sie nauczylem przez te 4 lata i moja ocena ze swiadectwa 2 klasy nie odzwierciedla mojego poziomu. Podejscie nie tyle ambicjonalne, co pragmatyczne – GPA *jest* brane pod uwage w rozpatrywaniu aplikacji, wole miec z chemii « A » niz polska dwoje. I powiem, ze znow wybor trafiony ;) Nie potrzebuje uczyc sie w ogole/ niewiele, solidne podstawy wyniesione z lekcji u p. Stanislawy procentuja. Chyba najluzniejsza lekcja w calej szkole ; ponadto ... moi classmates ! Poezja ! Takich rzeczy jak Drew wpadajacy do klasy z tancem Jacksona (w przedostatni piatek piosenkarz obchodzil 50 urodziny) sie nie zapomina ;)
5. World History – gorzkie rozczarowanie – klasa srednio mlodsza ode mnie o 2 lata (w przeliczeniu na “wiek mentalny”: ze 4), ludzie strasznie niedojrzali, ciezko znalezc temat do rozmowy. Na lekcjach nie robimy nic badz bardzo niewiele. [Uwaga, szowinistyczny komentarz] Nauczycielka marnuje sie w szkole, moglaby spokojnie jeszcze ze 3 lata spedzic na wybiegu ;) Niestety, nie pomoze mi w ogole w przygotowaniach do SAT’a z historii – znow musze dbac o wszystko sam, skads to znam.Zeby nie byla to zupelnie stracona godzina, zabieram ze soba zestaw testow i dyskretnie przyciskajac palce do uszu, pracuje nad moimi 800 pkt z Critical Reading na SAT.
6. AP English – pani Wiliamson zrobila na mnie od poczatku dobre wrazenie: jest zorganizowana I wymagajaca, ale uprzejma. Doceniam, ze zgodzila sie ‘charytatywnie’ pracowac ze mna poza lekcjami (moje eseje). Jestem praktycznie pewien, ze zrobilem na niej duze wrazenie, zarowno piszac AP (taka matura rozszerzona z polskiego, tylko ze po angielsku, czytaj: calkiem trudnawe) najlepiej z klasy, jak I stylem moich wypocinek. Tu oczywiscie poklony dla wszystkich moich nauczycieli uniwersalnych umiejetnosci zwiazanych z praca z tekstem – p Kartasinskiej, p Piatkowskiego i p Anuszczyk – moje wyniki to w duzej mierze ich zasluga. Po pozytywnym zaskoczeniu mnie jako pedagog, pani W. zrobila na mnie wprost piorunujace wrazenie jako czlowiek, z poczuciem humoru, ostroscia i aktualnoscia komentarzy, miedzy innymi dotyczacych “lepkich kwestii” zwiazanych z moim przyjazdem wlasnie tutaj. Niestety, na razie nie zacytuje, bo jeszcze ktos z Almaturu czyta bloga :P
7. Precalculus maths – bardzo mila odmiana w porownaniu z lekcjami matematyki w liceum. Mr Ogden jest porownywalnego wieku co “Segban” z Jedynki, byc moze ustepuje temu ostatniemu w poczuciu humoru (chyba nie bedzie “zlotych tekstow”), ale jest o niebo lepszym nauczycielem – a w koncu na lekcje przychodze sie czegos *nauczyc*, czyz nie? A o aspekty “towarzyskie” tudziez “humorystyczne” lekcji sie nieobawiam – z “towarzystwem stolikowym” w liczbie Biehla, Treya, Nicholasa i rzecz jasna Drew (mowilem juz, ze to moj idol? :D) nie sposob sie nudzic ;)
No, na koniec jeszcze tekst, ktorym uraczyl nas na treningu pilki noznej Jerry, vice-coach . (Zostawiam nieprzetlumaczony, ciezko oddac gre slow; polecam zajrzenie do slownika slangu)Komentarz sprowokowany zostal zapewne “baletami” w ramach cwiczen strzalu z woleja - “ambitne chlopaki”, w tym ja :D, uznaly ze co oni beda rutynowo wykonywac wyuczony ruch – trzeba urozmaicic zabawe jakimis nozycami, moze nawet przewrotkami.
“Guys ! Don’t pretend to be David Beckham ! You won’t reach him – HE was able to SCORE a Spice Girl”.Mielismy lzy w oczach – ze smiechu ;)
---
O tym, co robie po lekcjach – w tym o naszej druzynie pilkarskiej – napisze na dniach. Mam nadzieje, ze zaspokoilem po czesci Wasza ciekawosc, wszelkie pytania (jesli stosowne ;P) mozna wrzucac do komentarzy badz na wszelkie inboxy, z nastawieniem na to pierwsze rozwiazanie.
Trzeci dzien w Ju Es end Ej, pierwszy w hajskulu.
Jest meeega! Ludzie naprawde mili, slowo ‘easy-going’ nabralo dla mnie nowego znaczenia. Poniewaz trafilem do naprawde malego miasta (500 uczniow w szkole), jestem hmmm rozchwytywany :D Serio, ludzie przekrzykiwali sie zebym usiadl z nimi przy stoliku na lunchu :D czy zebym dolaczyl do danej grupy w ramach projectu na zajeciach z Literatury. Z jezykiem nie mam problemow, raz tylko poczulem sie dziwnie kiedy jedno dziewcze (cheerleaderka) - mialem wrazenie - zaczela celowo mowic "glosno i wyraznie" zaczepiwszy mnie na przerwie :P
Oczywiscie nie wymagam, zeby moi nowopoznani schoolmates wiedzieli dla przykladu , gdzie lezy Polska ("Poland? Oh, so it's *really* in the eastern Europe?" :) czy potrafili zapisac/ wymowic poprawnie moje nazwisko, ale widac, ze sie staraja (spodobalo mi sie "Brahntzevitzch" mojej historyczki ^^)
Przejde teraz do dwoch pytan, ktore wiekszosc rodakow zadaje mi by podniesc poczucie dumy narodowej - o poziom nauczania i plec piekna :) Niech wiec tytul tej notatki posluzy zaspokojeniu tejze potrzeby :) Jest to cytat za moim profesorem od geometrii, ktory w ten sposob skomentowal jalowe wysilki jednego dziewczecia probujacego odczytac z grafu wartosc maksymalna jakiejs funkcji ("Tak, wartosc jest reprezentowana przez os Y. Czyli te pionowa linie... Jak to, ktora? Ano tak, to pytanie zakladalo, ze znasz pojecie pionowej linii") ...
Dla mnie to nawet lepiej, bo nauczyciele na codzien obcujacy z "pracowitymi inaczej" byli pozytywnie zaskoczeni, kiedy zostawalem po lekcjach i prosilem o dodatkowe materialy i jakas wieksza prace domowa (tutaj pojecie pracy domowej praktycznie nie funkcjonuje, tylko w ramach Literatury mamy zadawane fragmenty lektur do przeczytania ;) )
Z odpowiedzia na drugie pytanie bedzie jeszcze weselej. Hm, jak to powiedzial moj host brother Ian (21), najlepszym, co mozesz miec jest wybor miedzy dziewczeciem urodziwym a inteligentnym. Najlepszym, bo - w dalszym ciagu cytuje! - w wiekszosci przypadkow nie dostaniesz ani jednego, ani drugiego.
By oszczedzic upokorzenia narodowi Amerykanskiemu :P litosciwie pomine jego reakcje, gdy pokazalem mu zdjecia kilku bialoglow z kraju Lachow :) Ja oczywiscie nie oceniam powierzchownie i po wygladzie, wiekszosc nowych kolezanek wydaje sie byc w porzadku, szczegolnie Ruby (18, ze wszystkich dziewczat poznanych pierwszego dnia z nia wlasnie przegadalem najwiecej czasu), ktora jest zaprzeczeniem tez Iana ;-)
Co zas sie tyczy innych stereotypow... Niestety, nadanie otylosci rangi problemu narodowego wydaje sie nie byc przesada. Jednoczesnie jest tolerowana, ja po prostu "nie wiem jak tak mozna". Gosc, ktory siedzial obok mnie na matmie... dobry Boze... to moglo by byc trzech gosci... Ale co sie dziwic; widze, co oni jadaja... To mnie przeraza! Dobrze, ze moja rodzina goszczaca odzywia sie - powiedzmy - zdrowo. Powiedzmy, bo przeciez nie ma jak zdrowy podwieczorek - "Michael, chcesz paprykowe z sosem majonezowym czy serowe?" ;-)